Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Książka o fotografii. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Książka o fotografii. Pokaż wszystkie posty

środa, 27 listopada 2013

Irena Jarosińska "Pismo obrazkowe" recenzja albumu.

Ostatnio w moje ręce, a potem również w mój zbiór albumów wpadła nowa pozycja. Mowa o albumie wydanym przez Ośrodek Karta "Pismo obrazkowe"



Będąc w jednym z setki salonów znanej sieci na E w Poznaniu zajrzałem na regał poświęcony fotografii. Precyzując była to jedna półka dzielona z biografiami słynnych piłkarzy znajdująca się pod wiele mówiącym hasłem HOBBY. Nie spodziewałem się cudów, nauczony doświadczeniem ominąłem wzrokiem pięć poradników: jak sfotografować psa, kota, żabę i konia. Nagle w oczy rzuciła mi się książka sąsiadująca z biografią słynnego piłkarza bardzo lubiącego żel, czy inną brylantynę. Był to właśnie album poświęcony Irenie Jarosińskiej. Zajrzałem do środka. Zobaczyłem kilka kart ze zdjęciami i stwierdziłem BIORĘ, najwyżej dzisiejszy obiad zjem jutro na śniadanie, jak przyjdzie przelew (pewnie też Was to czasem wkurza) ;) 

Album jest dość obszerny- ma 200 stron, z czego większość to zdjęcia Pani Ireny. 



Wstyd się przyznać, ale mimo, że nazwisko Jarosińska gdzieś mi się o uszy obiło, to zupełnie nie kojarzyłem fotografii autorki. Wielka szkoda! Jak możemy przeczytać w albumie lub nawet wyczytać ze zdjęć, iż fotografka była w ścisłym kręgu twórców kultury polskiej lat 50 i 60. Na fotografiach możemy zobaczyć tak znakomitych twórców tamtego okresu jak Komeda, Kantor, Dłubak Stangret. Prawdziwą perełką są zdjęcia z przeprowadzki Mirona Białoszewskiego. 

Album podzielony jest na rozdziały. Zaczyna się wprowadzającym słowem wstępnym autorek całego zamieszania Agaty Bujanowskiej i Joanny Łuby. Dalej możemy przeczytać bardzo ciekawą rozmowę Chrisa Niedenthala z Tadeuszem Rolke o fotografii, minionej epoce i o tym dlaczego zdjęcia polskich fotoreporterów z tego okresu są przeważnie w kwadracie. Później nasz wzrok zawiesza się na kolejnych świetnych zdjęciach Jarosińskiej z polskich wsi, miast i przedmieść. Lata 50 i 60 ubiegłego wieku zatrzymane w kadrach dokumentalnych, reporterskich i portretowych. Jest trochę typowej fotografii ulicznej robionej dla przyjemności i trochę fotografii polskiej wsi robionej na zlecenie. Wszystko wygląda bardzo interesująco! 



Kolejnym rozdziałem albumu jest tekst/rozmowa Bujanowskiej i Łuby z Anną Ptaszkowską o realiach ówczesnej kultury. W pamięć zapadły mi słowa Ptaszkowskiej, które wyjaśniają podejście polskiego świata sztuki tamtego okresu do fotografii: 

"Rola fotografów była przez nas kompletnie niedoceniana, byli traktowani służebnie. Ja niestety stawiałem się po drugiej stronie barykady jako krytyk Galerii Foksal, z jakimś bzdurnym przekonaniem o wyższości sztuki nad fotografią. Głośno tego nie powiedziałam, ale gdzieś to w głowie tkwiło. Przyjaźniliśmy się, ale była zachowywana idiotyczna hierarchia i przekonanie, że fotograf służy co prawda wielkiemu celowi awangardy, jednak to nie to samo co artysta". 

Wydaje mi się, że przez lata zapomniane lub zaniedbane archiwa polskich fotografów dokumentalnych tamtego okresu, dopiero teraz pukają do drzwi galerii. Są to konsekwencje podejścia do takiej fotografii przez lata. Gdy spojrzymy na naszych sąsiadów, to byłoby to nie do pomyślenia i fotografowie dokumentalni z tamtego okresu są obecnie ikonami fotografii światowej (patrząc blisko - Czechy - np. Koudelka). 

Po tym ważnym tekście możemy podziwiać bardzo intymne portrety i fotografie sytuacyjne znanych artystów z tamtych lat. 



Tekst "Fragmentaryczność" Kuby Dąbrowskiego również daje do myślenia. Jest on początkiem serii bardzo dobrych zdjęć ulicznych, robionych dla przyjemności. Warszawa w budowie, ówcześni mieszkańcy, moda... Kilka bardzo mocnych perełek. Najbardziej trafia do mnie fotografia, która prezentowana jest na stronie 172. Portret kobiety w okularach. Przystanek autobusowy. Mam silne skojarzenia z fotografią Vivian Maier (http://www.vivianmaier.com/). Historia obu autorek różni się, ale można znaleźć podobieństwa. Chociażby zapominane i na nowo okrywane po latach archiwum. 



Album kończy biografia autorki wraz z kalendarium wzbogaconym fotografiami. 

Na koniec łyżka dziegciu. Jedna rzecz, która na początku zupełnie zignorowałem (siła fotografii) później zaczęła mnie irytować. Chodzi mi o projekt graficzny. Jakoś do niczego mi nie pasuje. Mam skojarzeni, dość stereotypowe - róż dla dziewczynek, niebieski dla chłopców. Otóż okładka jest różowa, na tyle na ile mężczyzna zna się na kolorach, to wyklejka jest łososiowa, do tego czcionki i tak dalej... Byłoby jeszcze ok - do zaakceptowania, gdyby nie okładkowe zdjęcie czarno białe, przerobione na róż oraz obrazkowa biografia, w której wszystkie zdjęcia czarno białe poddane są koszmarnemu zabiegowi koloryzacji na landrynę... Dlaczego? Wydaje mi się, że to zabieg zbyteczny i psujący cały album. Do tego rzeczony zabieg zastosowany jest na końcu, a tak to niestety jest, że pierwsze i ostatnie wrażenie jest najważniejsze. To jednak mały pikuś. Cały album jest świetny, do tego bardzo ważny. Oby więcej takich publikacji. Cytując Marka Grechutę: 

"Ile w trudzie nieustannym 
Wspólnych zmartwień, wspólnych dążeń 
Ile chlebów rozkrajanych 
Pocałunków ? Schodów ? Książek ? 
Oczy twe jak piękne świece 
A w sercu źródło promienia 
Więc ja chciałbym twoje serce 
Ocalić od zapomnienia" 

Za niecałe 50 zł możemy nabyć kawałek historii nie tylko fotografii polskiej, ale również sztuki i świata kulturalnego ówczesnej Polski. Chyba warto - prawda?

fot. Tomek Kubaczyk, N/Z Irena Jarosińska 


poniedziałek, 14 października 2013

Poza fotograficzna inspiracja, książka: "20 lat nowej Polski w reportażach według Mariusza Szczygła".

"Zapiszę ten dzień. Wyszedłem z "Na przełaj" i na rogu Wiejskiej i Prusa szok.
Polędwica sopocka!
Takie długie kawałki i prawie nikogo w sklepie. Kupiłem wędlinę bez bicia się z ludźmi! bez krzyku! bez poniżania! Kilo siedemdziesiąt, długa, pachnąca, różowa. Mam 23 lata i to moja pierwsza w życiu prawdziwa własna polędwica. [...]
W domu ją przytuliłem do policzka. Normalnie jakby ludzkie ciało, tylko chłodniejsze". 

Mariusz Szczygieł, "Jak Jadźka miała wstawić zęby"

20 lat nowej Polski już minęło... Co się zmieniło? Jak przechodziliśmy ten kolorowy i burzliwi okres? 

Dziś na blogu inspiracja. Zdziwicie się pewnie dlaczego książka, która nie jest o fotografii, ani nawet o konkretnym fotografie, może być inspirująca. 

Ostatnio w moje ręce, a zaraz przed moje oczy wpadła książka, której pomysłodawcą jest Mariusz Szczygieł. Mowa o publikacji: "20 lat nowej Polski w reportażach według Mariusza Szczygła". 




Okładka książki "20 lat nowej Polski w reportażach według Mariusza Szczygła", Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2010



Dobry reportaż to dobrze ułożony reportaż, który opowiada ciekawą i nieoczywistą historię. 

Podobnie jest z omawianą książką. Jest ona zbiorem reportaży takich autorów jak: Irena Morawska, Joanna Sokolińska, Joanna Wojciechowska , Karol Podgórski, Włodzimierz Nowak, Wojciech Staszewski, Edyta Gietka, Ewa Winnicka, Witold Szabłowski, Marcin Kołodziejczyk, Anna Fostakowska, Wojciech Bojanowski, Paweł Piotr Reszka, Jacek Antczak, Artur Pałyga, Lidia Ostałowska, Tomasz Kwaśniewski, Katarzyna Surmiak-Domańska, Paweł Smoleński, Jacek Hugo-Bader, Grzegorz Sroczyński, Wojciech Tochman, Mariusz Szczygieł.
Nie jest to jednak zwykły zbiór tekstów. Mariusz Szczygieł włożył sporo doświadczenia, wiedzy i wyczucia reporterskiego w cały układ książki. Czym się to objawia? Czytamy pierwszy reportaż i bez tchu przechodzimy do kolejnego (czasem natrafiamy na komentarz odautorski) i czujemy to. Czujemy, że cała książka to jedną, ciekawie opowiedzianą najnowszą historią Polski. Nie jest to zwykły zbiór reportaży ułożonych chronologicznie. Selekcja jest przeprowadzona w taki sposób, żeby zaciekawić odbiorcę. W książce przeczytamy o takich historiach jak: Zaradność "Polska w ogłoszeniach", W Dynastii "Zabierz nas do Diamentu", Dług "Luiza wdowa idzie Dług", czy Imperium "Byłem uczniem ojca dyrektora". Dobór reportaży pokazuje nam różne aspekty życia w Polsce, od głośnych ogólnopolskich, ludzkich historii (Dług) po lokalne trendy i zmiany w architekturze. Czyta się naprawdę z zapartym tchem i po przeczytaniu żałujemy, że to już koniec. 


Dlaczego tak książka pojawia się na blogu o fotografii (dlaczego może być inspiracją)? 

Napiszę o swoich odczuciach. Książka daje przysłowiowego "kopa". Te historie dzieją się codziennie! okół nas! Polska, tak jak zmieniała się kiedyś (może bardziej dynamicznie), tak zmienia się do tej pory. Trzeba tylko wziąć aparat w dłoń i zacząć to dokumentować. Słyszałem ostatnio kilka opinii doświadczonych fotografów, że może nie ma już co fotografować, że to co było ważne kiedyś było warte dokumentowania, bo coś znaczyło z poziomu historycznego. Teraz to już niektórym tylko zabrali zawód i nie widzą sensu w fotografowaniu :). Czy tak jest? Moim zdaniem niekoniecznie. Pojawiają się tylko dwie trudności. Te historie trzeba znaleźć, zauważyć, zdać sobie sprawę z ich ważności. Potem zostaje tylko dobrze to sfotografować. Tutaj pojawia się druga trudność. Trzeba to sfotografować po swojemu, ciekawie, rzetelnie i ... czasem może się okazać, że się nie udało. Nie udało się, bo niektóre historie nadają się bardziej na reportaż "pisany" lub film dokumentalny, ale kto nie próbuje ten... TRĄBA :)
Stara ludowa prawda głosi (uwierzcie, że to się sprawdza), że fotograf to nie tylko fotograf, szczególnie reporter lub dokumentalista. Warto sięgać po inną literaturę, nie tylko książki o fotografii czy fotografach. Warto się rozwijać i wiedzieć więcej o tym co się fotografuje, żeby zrobić to po prostu dobrze i rzetelnie. Filmy, stare artykuły, publikacje i książki potrafią być bardzo rozwijające i dają naszej głowie więcej pomysłów na zdjęcia. Jednym słowem POLECAM! 

Jest tylko jedna rzecz, która w książce mi się nie podoba. Chodzi mi o stronę wizualną, a konkretniej o brak... BRAK FOTOGRAFII. Dlaczego Panie Szczygieł? Dlaczego! ;) Ilustracje stworzone przez twożywo są ciekawe, ale czytając książkę od razu chciałbym zobaczyć przy każdym reportażu ciekawą fotografię (przecież tylko ich powstało). Była by to wtedy pozycja idealna i obowiązkowa każdego, kto chce opowiadać zdjęciami. 

Koniec tego pisania (może i czytania). Aparaty w dłoń i w Polskę! 

Ciekawe linki: 
  • Mariusz Szczygieł - Rady dla młodych reporterów i dziennikarzy:

  • Mariusz Szczygieł - Cechy dobrego reportera:



  • Mariusz Szczygieł - Jak dobierać materiał i jak konstruować reportaż?




środa, 31 lipca 2013

Książka o fotografii: Bractwo Bang Bang | Greg Marinovich i João Silva

Chciałbym dziś polecić lekturę na kolejne upalne, letnie dni.

Nie jest to może książka łatwa, lekka i przyjemna, ale szczególnie w czasie gorącej dyskusji i polemiki na temat fotografii wojennej (przy okazji porwania polskiego fotoreportera Marcina Sudera - trzymajmy kciuki za jego szczęśliwy powrót do kraju), myślę, że jest to przysłowiowa "jazda obowiązkowa".

Ileż to ekspertów zaczęło wypowiadać się ostatnimi czasy o pracy reportera wojennego.
Ileż to niepotrzebnych zdań padło, że po co?, że to sposób na zarabianie na czyjejś śmierci itd.

Z pomocą przyjdzie nam książka Bractwo Bang Bang. Migawki z ukrytej wojny autorstwa Grega Marinovicha i João Silva.



Autorami książki jest dwójka fotografów/fotoreporterów, którzy zjedli na wojnie przysłowiowe "zęby".

Książka została wydana po raz pierwszy w 2000 roku, natomiast na polski została przetłumaczona przez Wojciecha Jagielskiego i wydana w roku 2012.

Książka zabiera nas w czasy schyłku, wyjątkowo brutalnego schyłku, apartheidu w RPA. Możemy dzięki książce nie tylko dowiedzieć się istotnych faktów z życia codziennego reportera wojennego, ale również poznać bliżej emocje jakie towarzyszą fotografowaniu wojny. Poruszona jest też kwestia krytyki fotografii wojennej i pokazane są tragiczne konsekwencję niekiedy bezpodstawnych sądów (Carter).

Książka porusza wiele wątków historycznych i naprawdę dużo możemy dopowiedzieć się o tych trudnych czasach w RPA (czasem przez to akcja traci lekko na wartkości, ale nie jest to też kryminał lub inna tego typu pozycja, gdzie akcja jest najważniejsza).

W książce znajdziecie również kilka "śliskich" stron ze zdjęciami członków Bractwa Bang Bang.

Więcej nie będę opowiadał, reszty dowiecie się z książki. Zachęcam do lektury i szczerze polecam! 

Fot. João Silva, Ranny Greg Marinovich, wrzesień 1994

Bonus: 

Film:  Bractwo Bang Bang reż. Steven Silver (trailer): 


Komentarze polskich fotoreporterów na temat uprowadzenia Marcina Sudera: 

Macieja Moskwy: http://czwartasciana.blogspot.com/2013/07/teraz-syria.html

Filipa Ćwika: http://spoleczenstwo.newsweek.pl/zawod--fotoreporter,106902,1,1.html


Receive All Free Updates Via Facebook.